Robert Kiyosaki pisał o bogatym ojcu, który pozornie nie miał nic i biednym ojcu, który pozornie miał wszystko, bo przecież zarabiał całkiem nieźle, tyle że nie miał elementarnej wiedzy o finansach. Jedno z przesłań jego książki jest takie, że aby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe, trzeba być jak „bogaty ojciec” – czyli w zasadzie pozornie mieć bardzo niewiele. Obserwujemy sprawy rodzinne, w jakich reprezentujemy naszych klientów w sądach w Norwegii. W konfliktach dotyczących dzieci między rodzicami spotykamy „bogate matki” i „biedne matki”. Jak być bogatą matką i nie cierpieć niedostatku spokoju, braku bezpieczeństwa, braku czasu i zdrowia – o tym w naszym dzisiejszym artykule.

 

Od razu dla jasności – tak jak posługiwanie się w książce Kiyosaki określeniem „ojciec” nie było metaforą adresowaną jedynie do mężczyzn, tak użyta przeze mnie metafora „matki” nie odnosi się tylko do kobiet.

 

Dobro dziecka

Naczelną regułą w prawie norweskim, zgodnie z którą mają być rozstrzygane spory między rodzicami a dotyczące wspólnych dzieci, jest tzw. „dobro dziecka”. Reguła ta, tak w norweskim prawie rodzinnym, jak i polskim, jest podnoszona do rangi ultrazasady, przez pryzmat której zasadniczo muszą być podejmowane wszystkie decyzje przy sporach dotyczących dziecka, takie jak, gdzie dziecko ma mieszkać, w jakim zakresie ma być kontakt z dzieckiem, czy też kwestia władzy rodzicielskiej. .

 

Klauzula dobra dziecka wypełniana jest treścią przez orzecznictwo sądów norweskich. Dobro dziecka stanowi wartość nadrzędną,  inne dobra i  interesy nie powinny mieć  pierwszeństwa przed tą zasadą. W przypadku kolizji interesów dobro dziecka powinno mieć znaczenie priorytetowe.

 

Przez pojęcie „dobro dziecka” należy rozumieć przede wszystkim zapewnienie dziecku potrzeb życiowych i emocjonalno-psychicznych, a także właściwego rozwoju fizycznego. Dobro dziecka nie oznacza uwzględnianie „interesu rodziców”.

 

Zgodnie z praktyką orzeczniczą sądów norweskich przy ustalaniu przez sąd tego, u którego z rodziców dziecko ma mieszkać, sąd bierze zwykle pod uwagę m.in. następujące czynniki:

  1. ryzyko związane ze zmianą miejsca zamieszkania
  2. który z rodziców najpełniej pozwoli zapewnić dziecku kontakt z drugim z rodziców
  3. opinia własna dziecka – jeśli dziecko ukończyło 7 lat, to powinno być przez sąd wysłuchane, jeśli zas ukończyło 12 lat, to zdanie dziecka ma duże znaczenie dla oceny, z kim ma ono mieszkać
  4. z którym z rodziców dziecko ma większą więź emocjonalną
  5. kto był główną osobą, która zajmowała się dzieckiem w trakcie trwania związku
  6. który z rodziców ma bardziej stabilne warunki mieszkaniowe i zawodowe
  7. który z rodziców ma większe możliwości zaopiekowania się dzieckiem

 

To z kolei, co nie powinno – przynajmniej teoretycznie – mieć wpływu na ustalenie, jakie rozstrzygniecie będzie zgodne z dobrem dziecka, to np. płeć rodzica.

 

Dobro dziecka jest tzw. klauzulą generalna, tj. jest rozumiane dość szeroko, a władza sądu w sprawach dotyczących ustalenia miejsca zamieszkania dziecka pozwala sądowi na praktycznie dowolną ingerencję w sferę praw rodzicielskich, wg tego, czego wymagają okoliczności – i to niezależnie od zawinienia rodziców, bowiem środki stosowane przez sąd w sprawach dotyczących ustalenia miejsca zamieszkania/kontaktów z dziećmi nie są aktami represyjnymi.

 

Wygrana dla rodzica, to przegrana dla dziecka.

Zwykle rozstrzygnięcie sprawy przez sąd to niestety pyrrusowe zwycięstwo – wygrana jednego z rodziców okupiona jest bardzo często ogromnym wysiłkiem emocjonalnym i zdrowotnym włożonym w sprawę, niekiedy, choć rzadko, także finansowym (co do zasady sprawy dotyczące ustalenia miejsca zamieszkania dziecka podlegają pod bezpłatną pomoc prawną). Wygrana jednej ze stron zamyka często dialog z drugą (przegraną) stroną. Wygrywając sprawę dotyczącą dziecka jako rodzic pozostajemy na koniec zupełnie sami – wygranej nie pogratuluje nam ani drugi rodzic, ani samo dziecko.

 

Nadto wygrana jednego z rodziców to z reguły przegrana dla dziecka – wygrana jednego z rodziców oznacza dla dziecka, że drugi rodzic, którego dziecko kocha, zostaje wyrokiem upokorzony przez sąd. Dziecko najpewniej będzie przeżywać porażkę rodzica jak swoją własną. W konflikcie miedzy rodzicami dziecko rzadko życzy porażki jednemu z rodziców. Zwykle nie chce, aby o jego losie decydował sąd zamiast rodziców.

 

Bogaty rodzic, biedny rodzic

Bogaty rodzic to mądry rodzic, który potrafi oddzielić to, że druga strona jest byłym partnerem od tego, ze druga strona jest także rodzicem dziecka.

 

Biedny rodzic to rodzic, który będzie zmierzał do tego, aby decyzję w fundamentalnych kwestiach dotyczących dziecka, jak miejsce zamieszkania i kontakt, za wszelką cenę pozostawić sądowi. Nierzadko rodzic, który odrzuca możliwość ustalenia reguł dotyczących dziecka, woli w sądzie przegrać niż podjąć rozmowy na temat realnych rozwiązań i reguł dotyczących miejsca zamieszkania/kontaktu z dzieckiem.

 

Po rozpadzie związku porozumienie dotyczące dziecka to największy prezent, jaki byli partnerzy mogą wspólnie przekazać dziecku. Przez taki prezent dziecko może nauczyć się nieobrażania się na innych i nieszukania przyczyn swoich niepowodzeń w innych, zyskując wiarę w swoją sprawczość i wiarę w siebie. Przez podjęcie dialogu z drugim z rodziców można skupić się na tym, co dla rodzica jest najistotniejsze – samo kierowane się dobrem dziecka może być zbyt trudno uchwycić, czym „dobro dziecka” w zasadzie jest. Dużo lepiej dlatego skupić się na tym, czego ja sam/sama chcę, czego się obawiam i co zrobić aby zabezpieczyć się przed tym, czego się boję.

 

Odpowiedź na to, czego chcę w konflikcie z drugim z rodziców, jest bardzo istotna – zwykle chcemy tego, aby dziecko było bezpieczne, czuło się ważne i zaopiekowanie, aby jego potrzeby emocjonalne, rozwojowe i bytowe były zapewnione. Jestem na stanowisku, że 100-procentowa wygrana w sądzie nie przyniesie zaspokojenia wyżej wymienionych potrzeb tak dziecku, jak i temu, kto sprawę wygrał – dobrze ustalona ugoda może do tego natomiast bardzo mocno zbliżyć.

 

Im drugi rodzic poniósł większą klęskę w sądzie, tym większe będzie zagrożenie, że będzie chciał siłą lub podstępem zmienić to, co wynika z wydanego wyroku – jest prawdopodobne, że rodzic, który wygrał sprawę oraz dziecko będą wobec tego w ciągłym niepokoju i niepewności. Ten, kto wygrał sprawę pozbawi się realnego wpływu na drugiego rodzica, bo rodzic „pokonany” nie będzie miał motywacji do tego, by kierować się tym, czego oczekiwałby od niego „zwycięzca”. Jeśli rodzice są zwycięzcą i pokonanym, to uzgodnienia odnośnie codziennych kwestii urostają do monstrualnych rozmiarów. Niewiele bowiem kwestii może być uregulowanych w wyroku – w przeciwieństwie do ugody, w której strony mogą zawrzeć wszystko to, co uznają za istotne dla nich i dziecka, jak np. praktyczne kwestie odnośnie zasad na wypadek choroby dziecka, wyjazdów zagranicę, alimentów. „Wygrana” wynikająca z wyroku nie przyniesie zwykle dziecku bezpieczeństwa, ani spokoju, nie mówiąc już o tym, że przypuszczalnie wpłynie na jego niskie poczucie wartości. Innymi słowy, nie damy dziecku bezpieczeństwa, jeśli będziemy z drugim rodzicem w wiecznym stanie wojny – a stan wojny będzie tak długo, jak rodzice nie wyjdą poza własne urazy, dumę i kompleksy i nie zdobędą się na to, aby zawrzeć między sobą umowę dotyczącą dziecka.

 

Dziecko pragnie najczęściej rodzica, który potrafi zadbać o siebie, a nie takiego, który jedynie jest zdolny do poświeceń i zarzynania się, doprowadzając siebie na skraj wytrzymałości emocjonalnej, fizycznej i finansowej. Poświęcanie się wywołuje u dziecka dług względem rodzica – a trzeba pamiętać, ze hiper opiekuńcza matka jest równie niebezpieczna jak zamordyczny ojciec.

 

Dziecko potrzebuje rodzica, który jego nie potrzebuje – rodzic powinien być samodzielny, nie stwarzać wobec dziecka powinności, że dziecko jest coś rodzicowi winne. Powtarzam moim klientom, że dziecko nie jest rodzicowi nic winne, ponieważ ono się na świat samo nie prosiło. Wydaje się, że norweskie przepisy nadążają za tym podejściem – w norweskim prawie obowiązek utrzymania mają tylko rodzice wobec dzieci, a nie – dodatkowo, dzieci wobec rodziców, jak to jest uregulowane w polskim kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.

 

Aby móc zrealizować to, by rodzice nie potrzebowali dziecka do swoich dorosłych obowiązków i zadań, konieczne może się okazać współdziałanie z drugim rodzicem. Jeśli dziecko mieszka u jednego z rodzców, to warto podjąć dialog zmierzający do tego, aby drugi rodzic miał kontakty z dzieckiem, tak abyś sam/sama mógł co najmniej o siebie zadbać, tj. np. o swoje zdrowie, swój rozwój, przyjaźnie, budowanie nowego związku. Rodzic który chce pozbawić drugiego rodzica kontaktu z dzieckiem, porywa się nierzadko z motyką na słońce – bycie w 100 % samotnie wychowującym rodzicem jest skrajnie wyczerpujące, a to wyczerpanie odbija się na wszystkich ważnych obszarach życia, jak rodzina, zdrowie, praca, znajomości, budowanie relacji z nowym partnerem. Przez ustalenie kontaktów z dzieckiem w sposób, jaki będzie akceptowalny i bezpieczny dla ciebie i dziecka, zyskuje się czas na to, aby zaopiekować się samym sobą – dziecko chce choćby czasem zobaczyć uśmiech na twarzy rodzica, z którym na stałe mieszka, a by uśmiech mógł się pojawić, potrzebny jest odpoczynek, który nie będzie możliwy, jeśli będziesz każdego dnia i nocy sam na sam z dzieckiem. Warto pozwolić sobie pomóc – a co więcej, jako rodzic możesz nie tylko brać od drugiego rodzica oferowaną pomoc, ale także możesz tej pomocy żądać, tak aby drugi rodzić wywiązywał się ze swoich rodzicielskich obowiązków. Często wyśróbowane ego i źle pojęta duma nie pozwala wziąć tego, czy rodzicwi i dziecku się należy.

 

Bogata matka wie, że dając drugiemu rodzicowi część prawa do wychowywania dziecka, w gruncie rzeczy dostaje dużo więcej. Bogata matka nie traci, kiedy dzieli się swymi prawami do dziecka z drugim rodzicem. Pozornie zatem matka, która pozbawia się np. kilku dni w miesiącu z dzieckiem na rzecz tego, by dziecko mogło zostać u ojca na noc, otrzymuje – jeśli następuje to w formie odpowiednio skonstruowanej umowy – to, na czym jej najbardziej zależy, m.in. przewidywalność, czyli bezpieczeństwo oraz właściwy rozwój duchowy dziecka, ponieważ dziecko zyskuje poczucie, że jego rodzice wiedzą co robią i są silni, bo sami ustalają kwestie dotyczące dziecka a nie zdają się na rozstrzygnięcie przez sąd, który działa przez środki przymusu, tj. przez orzeczenia sądowe.

 

Sąd jest przydatny

W sporach między rodzicami odnośnie kwestii dotyczących dzieci sądy odgrywają bardzo ważna rolę. Po złożeniu pozwu w sprawie odbywa się zwykle 1-3 posiedzenia przygotowawcze (każde z nich trwa najczęściej 5-7 godzin), po czym przeprowadzana jest 1-2 dniowa rozprawa. Cały proces, od złożenia pozwu do wydania wyroku, zajmuje 6-12 miesięcy.

 

Z mojego doświadczenia jednak dobrze jest postrzegać sąd nie jako ten organ, który decyduje za rodziców w sprawach ich dziecka, lecz jako teren, na którym każda ze stron wyraża swoje potrzeby, po czym jest podejmowana próba dojścia do konsensusu. Porozumienie w sprawach dotyczących miejsca zamieszkania i kontaktów z dzieckiem może być zawarte w zasadzie na każdym etapie sprawy – tj. zarówno pozasądowo, jak i na którymś z posiedzeń przygotowawczych, a nawet na samej rozprawie głównej.

 

Spór dobrze świadczy  

Z moich obserwacji przebiegu spraw dotyczących „podziału dzieci” (robiąc kalkę językową norweskiego pojęcia „barnefordeling”) mogę stwierdzić, że wbrew pozorom, przynajmniej na początku, spór rodziców odnośnie tego, z kim dziecko ma mieszkać, jest przesz oboje rodziców mocno niedoceniany.

 

Sprawa sądowa jest procesem dość wyniszczającym dla obu storn oraz dla dziecka. Spór świadczy jednak o tym, że tak jednemu, jak i drugiemu rodzicowi zależy na dziecku. Dziecko przez sam fakt sporu może zatem dostać sygnał, że jest ważne i kochane przez obu rodziców. W sporze zaś nierzadko każdy z rodziców wolałby, aby ten drugi rodzic w ogóle „odczepił” się i zniknął z życia dziecka. Jeśli jedno lub oboje z rodziców przestaje się interesować dzieckiem, to nierzadko czyni to na przyszłość dla dziecka dużo większe zniszczenia w psychice niż, gdyby między rodzicami miał być sądowy spór. Dziecko, którym rodzice się nie interesują, dostaje komunikat „jesteś nieważne”, „nie licz na mnie”, „przeszkadzasz mi”, co raczej będzie skutkować niskim poczuciem wartości i trudnościami, z którymi dziecko nie poradzi sobie samo w dorosłym życiu – nie jestem uprawniony do tego, by z pewnością odkodowywać możliwe takie skutki w psychice dziecka, niemniej moje własne obserwacje prowadzą mnie do tego, że takie skutki są prawdopodobne.

 

Sprawa sądowa z bycia przestrzenią na porozumienie przemienia się w sceny z „Ogniem i mieczem”, jeśli nie ma po żadnej ze stron woli dogadania się. Jeśli jednak wola porozumienia jest po jednej choćby stronie, to można na tej podstawie zrobić już bardzo dużo – wówczas będzie w zasadzie zależeć od zręcznego stosowania przez adwokata odpowiedniej perswazji i technik wywierania wpływu na drugą stronę, aby przekonać drugą stronę do porozumienia.

 

Silnie destrukcyjny wpływ spawy sądowej na zdrowie dziecka pojawia się zwykle w miarę zaangażowania rodziców w spór sądowy i zbliżanie się do rozprawy. Nie jestem psychologiem, niemniej mam spostrzeżenia, że dość często gorsze skutki na psychikę dziecka i jego dorosłe życie wywrze sytuacja, kiedy jedno z rodziców w ogóle jest nieobecne w życiu dziecka – tj. np. kiedy nie utrzymuje z dzieckiem żadnego kontaktu.

 

Nie twierdzę, że sprawy sądowe dotyczące dzieci są czymś dobrym, gruntującym i wzmacniającym wszystkich uczestników procesu – uważam jednak, że sam fakt sprawy sądowej świadczy o tym, że dziecko jest dla obu rodziców ważne. W aurze, jaką wywoduje proces sądowy, trudno jest jednak rodzica, jakiego reprezentuję, przekonać do tego, że druga strona ma co do dziecka dobre intencje i że ścieranie się w sądzie jest lepsze, niż gdyby ten sam rodzic, jaki jest po drugiej stronie, miałby w ogóle nie interesować się dzieckiem.

 

Podsumowanie

Zwykle przed rozpadem związku dziecku był już serwowany emocjonalny rollercoaster – nierzadko dziecko widziało, że w domu, kiedy rodzice byli razem, było pite, bite i zdradzane, ale w niedziele, przy rosole wszystko już było w pełnej harmonii. Jeśli chcesz być bogatym rodzicem, tj. takim który będzie miał pod dostatkiem spokoju, bezpieczeństwa, wsparcia od byłego partnera przy wychowywaniu dziecka, to pozwól dziecku być dzieckiem, które ma oboje rodziców.

 

Nawet najbardziej słuszny i sprawiedliwy wyrok w sprawie dotyczącej miejsca zamieszkania i kontaktu z dzieckiem nie będzie tak dobry jak porozumienie, na które świadomie przystali oboje rodzice. Także w sytuacji, gdy wiesz, że wygrasz sprawę, wartym jest rozważenia to, by uzyskać ugodę zamiast wyroku – będzie większe prawdopodobieństwo, że druga strona uszanuje to, na co sama się zgodziła niż na postanowienia wynikające z narzuconego jej wyroku.

 

Jeśli rodzic dopuści możliwość porozumienia z drugim rodzicem, to poza pokryciem istotnej część psychicznych potrzeb dziecka, wyposaży je w ważne umiejętności społeczne, takie jak umiejętność prowadzenia komunikacji bez przemocy. Bez tych kompetencji naszemu dziecku będzie w przyszłości trudno stworzyć samemu zdrową relację i udany związek, jeśli takich umiejętności nie nauczy się od swoich najbardziej pierwszych nauczycieli – czyli od swoich rodziców.

 

Adv. Tomasz Nierzwicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *